Co robić przez dwa i pół dnia w Pradze?

Praga to jedno z miast najczęściej wybieranych przez turystów. Niewiele znam osób, które w Pradze nigdy nie były, a większość jest w niej zakochana bez pamięci. W stolicy Czech zwłaszcza dobrze odnajdują się Polacy, zapewne przez fakt podobieństw językowych i kulturowych. Nasz wypad do Pragi na weekend majowy był moją czwartą wizytą w kraju Krecika. Przyjechaliśmy w czwartek popołudniu, a wróciliśmy w sobotę wieczorem, tak więc mieliśmy trochę ponad dwa dni na zwiedzanie miasta.

IMG_20190503_105224_538

Pierwszym punktem na mojej mapie miejsc do zobaczenia znalazł się oczywiście Ratusz Staromiejski. Traf chciał, że przyszliśmy w jego okolice, kiedy to zbliżała się równa godzina, więc mieliśmy przyjemność oglądać figurki, które wraz z wybiciem dzwonów pojawiają w górnych oknach zegara astronomicznego. Warto dodać, że zegar został założony w czasach średniowiecza, co sprawia, że jest jednym z trzech najstarszych na świecie.  Z dachu katedry można oglądać piękną panoramę miasta, niestety nie było nam to dane z powodu niezbyt sprzyjającej aury pogodowej.

DSC_0006_175

sdr

Następnie udaliśmy się w kierunku Mostu Karola. Niezależnie od pogody (niestety przez większość czasu padał deszcz, albo chociaż mżało) miejsce było oblegane przez turystów. Most Karola łączy Stare Miasto z Małą Straną, jak dla mnie, najbardziej magiczną dzielnicą Pragi.

IMG_20190416_084111_842.jpg

Mała Strana to dzielnica po drugiej stronie Wetławy, kryjące w sobie piękne parki, ogrody, mnóstwo muzeów, zabytków, a co najważniejsze – wąskie, urokliwe uliczki, które mnie kojarzą się przede wszystkim z Italią. Polecam spacer wzdłuż rzeki, najlepiej późnym popołudniem, kiedy słońce się ma ku zachodowi. Będąc tam, nie można przeoczyć Ściany Johna Lennona czy pomniku Ofiar Komunizmu (jest dość charakterystyczny).

IMG_20190503_182628_320

hdr

My, zaraz po zrobieniu zdjęcia pomnikowi wybraliśmy się na jeden z głównych punktów widokowych Pragi czyli Petrin. Wspinaczka na wzgórze jest bardzo przyjemna, bo cały czas spaceruje się wśród zieleni i można podziwiać widoki na poszczególnych etapach wyprawy.

DSC_0001_187

Na Petrin można też dostać się kolejką. Jeśli macie bilet dobowy na komunikację miejską, to możecie przejechać się w jego cenie. Przyznam, że sama wieża nie zrobiła na nas specjalnego wrażenia, trochę przypomina paryską wieżę Eiffla, do której jest porównywana.

 

sdr

Z Petrin można zejść w kierunku Hradczanów. Punktem obowiązkowym jest wizyta na Zamku, który, co ciekawe, według Księgi Rekordów Guinnessa, jest największym zamkiem na świecie. Zaraz po zamku warto zwiedzić Katedrę Świętych Wita, Wacława i Wojciecha. Katedra stanowi główny kościół Pragi i jest siedzibą arcybiskupów oraz prymasa. Przez wieki tam mieli swój pochówek czescy królowie.

DSC_0025_64DSC_0005_170

Moim ulubionym miejscem na Hradczanach jest Złota Uliczka, która powstała w początkach XVI wieku. Jej nazwa pochodzi od faktu, iż w XVII wieku zamieszkiwali ją złotnicy. Do prawie wszystkich budynków można zajrzeć i zobaczyć, jak kiedyś się żyło i mieszkało.

sdr

Kolejnym, ciekawym miejscem jest Wyszehrad. To historyczny fort, wznoszący się nad miastem. Nie znajduje się daleko od centrum, więc spokojnie można do niego dotrzeć tramwajem. Byłam w nim drugi raz i drugi raz przy pochmurnym niebie, więc chyba jest pechowy. Niemniej, widok z fortu jest niesamowity i daje możliwość zobaczenia panoramy 360 stopni.

hdr

Wracając z Wyszehradu do centrum warto zatrzymać się przy Tańczącym Domu, czyli awangardowego budynek projektu pary architektów: Vlado Milunića i Franka Gehry’ego. Przyglądając się uważnie, można zobaczyć kształty tańczącej pary. Para architektów chciała w ten sposób oddać hołd Fredowi Asterowi i Ginger Rogers.

IMG_20170416_160517_614

Będąc w centrum miasta, nie możecie przegapić Bramy Prochowej czyli 65-metrowej wieży, pochodzącej z późnego gotyku. Budowę rozpoczęto w roku 1475 na zlecenie Władysława II Jagiellończyka. Obecna nazwa bramy pochodzi z wieku XVII, kiedy to została przeznaczona na skład prochu. Zaraz obok wieży znajduje się przepiękny Miejski Dom Reprezentacyjny. Utrzymany w secesyjnym stylu budynek został zbudowany w latach 1905-1912. Jego wnętrza dekorowali najsłynniejsi malarze i rzeźbiarze tego okresu.

dav

Ponieważ pogoda pozostawiała wiele do życzenia, rozważyliśmy ofertę muzealną. Przyznam, że bardzo kusiło nas Muzeum Maszyn Erotycznych, ale ostatecznie uznaliśmy, że trzeba posmakować trochę sztuki i poszliśmy do Muzeum Kubizmu. Mieści się ono w Domu pod Czarną Madonną. Budynek został zaprojektowany na początku XX wieku i sam w sobie stanowi przykład nurtu kubistycznego. Na trzech piętrach budynku można podziwiać arcydzieła czeskich kubistów, głównie meble (!) Zaś na parterze znajduje się kawiarnia Orient, także utrzymana w stylu kubistycznym, do której, mając bilet do Muzeum, mamy zniżkę 10%.

sdrhdr

Jeśli starczy Wam czasu, zachęcam do zajrzenia do Synagogi Jeruzalemskiej, zwanej też Jubileuszową. Warto zwrócić uwagę, że przed II wojną światową w Pradze znajdował się jeden z największych kompleksów synagog w Europie. Do naszych czasów niestety nie zachowały się wszystkie, ale jednak zostało ich dość dużo. Jeruzalemska wydała mi się najciekawsza, dlatego postanowiliśmy ją zwiedzić, zarówno z zewnątrz, jak i w środku.

IMG_20190506_081228_483

Nie byłabym sobą, gdybym w Pradze nie spróbowała wszystkich przysmaków kuchni czeskiej. Po pierwsze, trdlnik, czyli tradycyjne drożdżowe ciastko, wykonane z walcowanego ciasta, które następnie grilluje się i posypuje cukrem. W ostatnim czasie zapanowała moda na jedzenia trdlnika z lodami, ale odmian istnieje mnóstwo. Na zdjęciu w wersji pistacjowej. Po drugie, knedliki w dwóch wersjach, czyli z ziemniaków i z mąki pszennej (zdecydowanie wolę te pierwsze), polane gęsto sosem. Po trzecie, svickova na smetane, czyli polędwica wołowa w sosie, z dodatkiem śmietany, często też okraszona żurawiną. Nie powiem, wszystko pyszne, ale jednocześnie bardzo tłuste i nie dla każdego.

dav

Z czystym sercem mogę polecić trzy miejsca, w których na pewno nie zawiedziecie się na jakości. Havelska Koruna (Havelska 501/23) to coś w rodzaju naszego baru mlecznego, aczkolwiek jeszcze bardziej utrzymanego w dawnym stylu. Przy wejściu dostajemy karteczkę, na którą potem wpisywane są numerki zamawianego jedzenia. W piątek w południe kolejka była długa, a potem ciężko było znaleźć miejsce, więc polecam przyjść o mniej typowej porze. Tanio, smacznie i swojsko.

dav

Drugie miejsce to Lokal (Dlouhá 33). Jest ich w Pradze kilka, ale najlepiej wspominam wizyty w tym na Dlouha. Restauracja jest bardzo duża, aczkolwiek w godzinach szczytu może być problem z miejscem. Serwują typową czeską kuchnię w cenach odrobinę wyższych niż w Havelska, ale nadal w ramach skromnego budżetu.

DSC_0022_81

U Hondku (Borivojova 693/110) odkryłam podczas mojej poprzedniej wizyty w Pradze. Lokal znajduje się w praskiej dzielnicy Zizkov, która nomen omen przypomina naszą warszawską Pragę. W samym centrum dzielnicy znajduje się wieża telewizyjna, która stanowi jeden z punktów panoramicznych miasta. U Hondku jest w klimacie okolicy, Ceny są niskie, jedzenie smaczne, a wśród gości sporo lokalnych mieszkańców. Jeśli mnie pamięć nie myli, jadłam tam najlepszy smazeny ser w Pradze 🙂

IMG_20190502_180906_477

 

Annunci

Top 10 w Wiedniu

Wiedeń to jedno z najpiękniejszych i najbardziej monumentalnych miast, które widziałam. Stolica Austrii została zaprojektowana i zbudowana z dużym rozmachem. Nic dziwnego, że przez wiele lat była jednym z największych i najważniejszych miast Świętego Cesarstwa Rzymskiego, zaś po jego upadku – Cesarstwa Austrii, a następnie Austro-Węgier i Austrii. Znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, a to w końcu nie byle co. Co roku do Wiednia wybiera się miliony turystów, a wśród nich także ja. W stolicy Austrii byłam dwa razy, niestety dość krótko, ale zdecydowanie intensywnie, więc udało mi się ją poznać dość dobrze.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.45.51

Poniżej 10 miejsc, których nie może zabraknąć na Waszej liście, jeśli tam Was poniosą nogi (a raczej koła pociągu czy skrzydła samolotu) 😉

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.41.57 - Copy

Pałac i Ogrody Schönbrunn

Moim zdaniem jeden z najpiękniejszych kompleksów pałacowo-ogrodowych w Europie. Najbliżej mu do naszego Wilanowa, aczkolwiek zajmuje dużo większą przestrzeń. Pałac powstał w XVII–XVIII w. na zlecenie cesarza Leopolda I, a za czasów panowania Marii Teresy rozkwitł i zyskał żółtą barwę. Warto przejść się po pięknych, wypielęgnowanych ogrodach, popodziwiać rzeźby z odpowiednio poprzycinanych krzaków, a następnie wspiąć się na wzgórze, z którego rozciąga się przepiękny widok na miasto.

20170709_121345_001

Wzgórze Kahlenberg

Drugi, najlepszy punkt widokowy na miasto. Położony niestety trochę poza centrum, ale spokojnie da się dotrzeć komunikacją miejską. Jego nazwa wywodzi się od sfory ujadających psów, ponieważ na wzgórzu niegdyś organizowano polowania. Na szczycie znajduje się kościół św. Józefa, który otoczony jest klasztorem kamedułów z XVII wieku. To tutaj w 1683 roku Jan III Sobieski modlił się przed kopią cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W kościele znajdziemy więcej polskich akcentów. Oprócz tablic pamiątkowych poświęconych królowi polskiemu, znajdziemy także dedykowane papieżowi Janowi Pawłowi II i marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Kiedy dotarłam na wzgórze, usłyszałam mszę w języku polskim, co było dla mnie niesamowitym zaskoczeniem.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.41.59 - Copy

Hundertwasserhaus 

Ten niesamowicie kolorowy i abstrakcyjny kompleks mieszkalny na rogu Kegelgasse i Löwengasse jest zdecydowanie ważnym punktem na trasie wycieczki.  Pomysł narodził się w głowie Friedensreicha Hundertwassera, a następnie został zrealizowany przez Josefa Krawinę. Co ciekawe niezwykły budynek jest zamieszkały, tak więc można go zwiedzać jedynie z zewnątrz.

IMG_20180622_181221_845

Katedra Św. Szczepana w Wiedniu

Katedra Św. Szczepana to jeden z najstarszych kościołów w Wiedniu. Powstał jeszcze w XIV wieku i z biegiem czasu zmieniał swoją rangę, a co za tym idzie – był rozbudowywany. Aktualnie jest jedną z największych świątyń europejskich, a nad dachami katedry wznoszą się cztery wieże. Dwie z nich – wieża południowa Steffl i wieża północna z dzwonem Pummerin stanowią świetne punkty widokowe. Przyznam, że na żadną z nich nie zdecydowałam się wejść, więc ciężko mi porównać widok z nich z punktami, o których wspomniałam wcześniej.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.45.52

Wiener Prater

Ten wiedeński park rozrywki to nie tylko świetna atrakcja dla dzieci, ale też dla dorosłych. Nie jestem fanką diabelskiego młyna czy rollercoasterów, natomiast warto przyjść tutaj chociaż żeby zobaczyć, jak wiele Prater ma do zaoferowania. Dla osób unikających szybowania w przestworzach i poruszania w zbyt szybkim tempie mogę polecić muzeum Madame Tussauds, czyli gabinet figur woskowych, a także gokarty czy strzelnice. Atrakcji jest naprawdę multum.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.40.46

Pałac Hofburg 

Hofburg był siedzibą władców Austrii od XIII w. do 1918 r. To jeden z największych zespołów pałacowych na świecie. Budynek utrzymany jest w stylu baroku i klasycyzmu i robi niesamowite wrażenie swoim przepychem. Na placu przed wejściem do pałacu znajduje się pomnik Franciszka II. W okolicy znajdziemy słynne muzea wiedeńskie, takie jak Muzeum Historii Naturalnej czy Muzeum Historii Sztuki.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.41.58 (1) - Copy

Belweder

Schloss Belweder to imponujący kompleks pałacowy, utrzymany w stylu barokowym. Za pałacem rozpościerają się piękne ogrody, które wydawałoby się, że nie mają końca. Kiedy zwiedzałam Wiedeń, w parku roiło się od par, robiących zdjęcia ślubne i nie ma co się dziwić – sceneria jest po prostu wymarzona.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.45.51 (1)

Stadtpark 

Ten park miejski, położony w samym centrum Wiednia, to idealne miejsce na odpoczynek po długim zwiedzaniu miasta. Park jest naprawdę ogromny, ciągnie się od pierwszej do trzeciej dzielnicy miasta. W parku warto zwrócić uwagę na piękny, kwiatowy zegar oraz złocony pomnik kompozytora Johanna Straussa syna. W samym środku Stadtparku znajduje się jeziorko, przy którym można usiąść na ławce i odciąć się od gwaru miasta.

IMG_20180517_171017_929

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.42.01 (1) - Copy

Cafe Sacher

Nie ma Wiednia bez sachertort ! A jeśli sachertort, to w najlepszym miejscu, czyli historycznym cafe Sacher, znajdującym się na parterze luksusowego hotelu o tej samej nazwie. Co prawda za kawałek czekoladowego ciasta i kawę zapłacimy tutaj słono, natomiast dla miejsca zdecydowanie warto. Ciekawy kontrast tworzą elegancko ubrani kelnerzy z turystami, z racji wygody wybierającymi dżinsy i buty sportowe 😉

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.42.00 - Copy

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.45.52 (1)

Sznycel wiedeński

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że będąc w nowym miejscu, muszę koniecznie spróbować lokalnej kuchni. Tak było też i tutaj. Sznycel wiedeński to austriacka potrawa narodowa, przypominająca trochę nasz schabowy. W Wiedniu wszystko jest ogromne, nie inaczej może być ze sznyclem. Kotlet zajmuje cały talerz i jest podawany w towarzystwie sałatki ziemniaczanej. Dla mnie porcja nie do przejedzenia, chociaż jeśli zwiedzacie pieszo, tak jak ja, przyda się jako zastrzyk energii.

WhatsApp Image 2019-03-09 at 14.45.54 - Copy

No to co: kiedy jedziecie do Wiednia? 🙂

 

 

 

Co robić w Turynie zimą?

Pierwszy raz trafiłam do Turynu pod koniec września 2018 i po powrocie powstał artykuł pod tytułem 5 powodów, dla których warto odwiedzić Turyn. Jeśli jeszcze go nie przeczytaliście, to polecam go na początek. W zeszłym tygodniu udało mi się wrócić do stolicy Piemontu i poznać ją dużo lepiej. Nie mogę powiedzieć, że pogoda mi nie dopisała – świeciło piękne słońce, a niebo było idealnie błękitne, niestety nie było zbyt ciepło. W końcu mamy połowę stycznia, a północne Włochy to nie Wyspy Kanaryjskie. Zimowy chłód zniechęcił mnie do długich spacerów po mieście, za to udało mi się odkryć sporo muzeów.

IMG_20190126_122455_543.jpg

 

Muzeum Egipskie (Museo Egizio)

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.44

Muzeum Egipskie to jedno z najciekawszych muzeów we Włoszech. Jest to jedyne na świecie poza Kairem muzeum poświęcone wyłącznie starożytnemu Egiptowi. Ogromna kolekcja, znajdująca się na trzech piętrach pięknego pałacu, zbudowanego w XVII wieku, robi na zwiedzających niesamowite wrażenie. Zwiedzanie rozpoczynamy od historii powstania muzeum. Zostało ono otwarte w 1824 roku, dzięki czemu może nosić dumne miano najstarszego muzeum egipskiego na świecie. Na początku mieściło się w budynku Collegio dei Nobili, po czym w 1832 zostało przeniesione do aktualnej siedziby – budynku Akademii Nauk, który mieści się na Via Accademia delle Scienze 6.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.44 (1)

Muzeum na początku mogło poszczycić się “tylko” kolekcją dzieł zebranych przez Bernardino Drovettiego , w których to posiadanie wszedł książę Carlo Felice. Następnie dzięki wyprawom Ernesto Schiaparelli a następnie Giulo Farina i prowadzonym przez niego pracom wykopaliskowym, muzeum wzbogaciło się o kolejne eksponaty. Jednym z ważniejszych nabytków była świątynia Ellesija, którą to Włochy otrzymały od rządu egipskiego w podziękowaniu za pomoc w ratowaniu zabytków nubijskich.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.43

Aktualnie muzeum prezentuje ok. 3300 obiektów. Największe wrażenie zrobiła na mnie Sala Królów, w której znajdziemy marmurowe rzeźby m.in. Ramzesa II czy Setiego II.  W długiej sali z przyciemnionymi światłami posągi faraonów i bóstw przytłaczają swoją wielkością. Z ciekawszych eksponatów warto zwrócić uwagę na zrekonstruowane grobowce Kha i Merit oraz mapę topograficzną uznawaną za najstarszą mapę na świecie.

Bilet normalny kosztuje 13 euro.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.42 (1)

Muzeum Motoryzacji (Museo dell’Automobile)

Museo dell’Automobile zostało założone w 1960 roku przez Cesare Goria Gatti i Carlo Biscaretti di Ruffia i znajduje się na liście najstarszych muzeów tego typu na świecie.  W zbiorach muzeum znajduje się ok. 200 samochodów i 80 różnych marek. Muzeum mieści się na trzech piętrach i zajmuje powierzchnię 19.000 m2!

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.42 (2)

Wycieczkę rozpoczynamy od 2 piętra, gdzie możemy poznać historię powstania samochodu, zobaczyć pierwsze modele i podziwiać, jak samochód ewoluował od tamtych czasów do współczesności. Tłem dla modeli starych samochodów są zdjęcia gwiazd z tamtego okresu, co tworzy niesamowity klimat. Na pierwszym piętrze możemy zobaczyć współczesne modele samochodów.  Szczególną uwagę zwraca czerwony Fiat na podświetlanej planszy z Mole Antonelliana na dachu. Nie można przejść obojętnie obok lśniącego czarnego Beetla czy żółtego Ferrari. Jest też sekcja poświęcona F1 i długi ciąg bolidów, ustawionych wzdłuż ściany. Na parterze znajdziemy ekspozycję najnowszych modeli aut i ścianę gwiazd, czyli najsłynniejszych projektantów samochodów w historii.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.41

Muzeum naprawdę robi niesamowite wrażenie i dzięki swojej interaktywności przykuwa uwagę nie tylko pasjonatów motoryzacji, ale też osób, które mają o niej niewielkie pojęcie (jak ja).

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.41 (1)

Bilet normalny kosztuje 12 euro.

Muzeum Pietro Micca i Oblężenia Turynu w 1706 r. (Museo Civico Pietro Micca e dell’Assedio di Torino del 1706)

To Muzeum znalazłam trochę przez przypadek, ponieważ nie jest jednym z pierwszych, które znajdziecie, szukając wskazówek, co zobaczyć w Turynie. Muzeum opowiada historię Pietro Micca, który dzięki oblężeniu Turynu w 1706 r. stał się bohaterem narodowym. W nocy z 29 na 30 sierpnia Francuzom udało się wydrążyć tunele i już prawie zdobyli miasto. Bohaterski Pietro, żołnierz z oddziału saperów, wystrzelił w ich kierunku minę, ratując swoją ojczyznę, a przy okazji ginąc.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.42

Sama historia Pietro jest przedstawiona na mało interaktywnych planszach, a opis bitwy przez przewodnika nie wciąga tak bardzo, niemniej muzeum zdecydowanie polecam ze względu na możliwość zobaczenia podziemi miasta. Budynek muzeum jest bezpośrednio połączony z siecią tuneli, zbudowanych w długiej historii Turynu, głównie w celu obrony przed napastnikami. Tunele podobno ciągną się na kilkadziesiąt kilometrów, w trakcie wizyty przeszliśmy ich może kilka. W tunelach znajdziemy symboliczny grób Pietro Micca i schody, po których zbiegł zaraz po rzuceniu miny.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.43 (3)

Bilet kosztuje zaledwie 3 euro.

Trzy w jednym, czyli Muzea w budynku Uniwersytetu Turyńskiego

  • Muzeum Antropologii Kryminalnej Cesare Lombroso (Museo di Antropologia Criminale Cesare Lombroso)
  • Muzeum Anatomii Luigi Rolando (Museo di Anatomia Umana Luigi Rolando)
  • Muzeum Owoców (Museo della Frutta)

Trzy wymienione powyżej muzea są raczej małe i absolutnie można je zwiedzić za jednym razem. Wspólny bilet kosztuje 10 euro, a w środę wejście jest za darmo!

Jako absolwentka psychologii od razu zainteresowałam się Muzeum Antopologii Kryminalnej. Cesare Lombroso był słynnym włoskim psychiatrą, antropologiem i kryminologiem, przekonanym o słuszności antropometrii, czyli bardzo upraszczając, szukał związku pomiędzy cechami fizycznymi a psychicznymi. Zakładał, iż przestępcy muszą być biologicznie odmienni od reszty społeczeństwa, przez co badał np. ich czaszki, dopatrując się nieprawidłowości. Teoria Lombroso oczywiście została obalona, natomiast stanowi bardzo ciekawy element historii. W muzeum znajdziecie mnóstwo czaszek, które badacz obsesyjnie wręcz mierzył 🙂 Niestety nie można było robić zdjęć, więc musicie uwierzyć mi na słowo.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.43 (1)

Muzeum Anatomii to zaledwie jedna długa sala, wyglądająca jak wyjęta prosto z XVIII wieku. Eksponaty znajdują się w szklanych gablotach, tak jak były niegdyś przechowywane. Znajdziemy tam opis wszystkich układów anatomicznych człowieka wraz z odpowiednimi prezentacjami. Na kartach umieszczonych w każdym rzędzie gablot znajdziemy pełne wyjaśnienia i opisy. Schematy i rysunki są kolorowe i ciekawe, w niczym nie przypominają standardowych ilustracji z podręczników do biologii. Największe wrażenie zrobiła na mnie wielka gablota pełna spreparowanych mózgów, przyznam, że chyba nie widziałam nigdy wcześniej czegoś podobnego.

whatsapp image 2019-01-28 at 16.41.43 (2)

Ostatnie Muzeum z listy – chyba najbardziej zaskakujące – to Muzeum Owoców. Muzeum zostało otwarte w 2007 roku i prezentuje niesamowicie obszerną kolekcję sztucznych owoców, należącą i stworzoną onegdaj przez Francesco Garnier Valletti, XIX-wiecznego badacza. Muzeum opowiada także historię jego życia. Otoczona gablotami, pełnymi modeli jabłek, gruszek, brzoskwiń i winogron, stwierdzam, że to najdziwniejsze muzeum, w jakim byłam 🙂

W artykule zacytowanym na samej górze pisałam o Muzeum Kinematografii (Museo Nazionale del Cinema), mieszczącym się w Molle Antonelliana. Bilet kosztuje 11 euro i jest absolutnie wart swojej ceny. Jako fanka filmów i kina czułam się tam, jak w raju. Na wielkiej przestrzeni kilku pięter zebrane są niesamowicie wartościowe i często unikalne eksponaty, zaczynając od fotografii, przez plakaty, kostiumy czy fragmenty filmów. Na samym dole znajduje się sala kinowa, wyposażona w niesamowicie wygodne fotele, które możecie wykorzystać do odpoczynku w trakcie zwiedzania muzeum.

IMG_20190122_171758_478.jpg

Chociaż na dworze może być zimno, radziłabym wyjść na chwilę z sal muzealnych, żeby zobaczyć niesamowitą panoramę Turynu ze wzgórza, na którym znajduje się Bazylika Superga. Kościół pochodzi z XVIII wieku i został zbudowany w stylu barokowym przez Filippo Juvarre. Niestety zimą nie można go zwiedzać, natomiast zawsze można podziwiać widok z wzgórza. Poza Monte dei Cappuccini, o którym wspominam w innym poście, to najlepszy punkt widokowy na Turyn. Niestety w dniu, kiedy się wybrałam, widoczność nie była najlepsza, jednak i tak robi wrażenie.

WhatsApp Image 2019-01-28 at 17.00.23.jpeg

Dlaczego warto pojechać do Milano?

Milano, czyli po polsku Mediolan, to jedno z miast, które znam najlepiej we Włoszech. Swego czasu latałam do niego bardzo często, ponieważ idealnie układały mi się loty Ryanaira – w Mediolanie lądowałam w piątek o 20.45, a w niedzielę wylatywałam z niego o 21.10. Pozwalało mi to na częste bycie w Italii bez konieczności brania dni wolnych.

whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.58 (1)

Kilka razy myślałam nad napisaniem tego artykułu, ponieważ Mediolan zbiera dosyć negatywne opinie i nie jest specjalnie lubiany. Na różnych grupach na fb, do których należy, za każdym razem, kiedy ktoś pyta, ile czasu poświęcić na Mediolan, przynajmniej jedna osoba pisze, że “w ogóle nie ma sensu”, albo “wystarczy kilka godzin”. Zawsze wtedy staram się przekonać autora komentarza, że jest w błędzie i Mediolanowi warto poświęcić więcej czasu. Nic nie poradzę, jeśli ktoś do miasta się źle nastawił i absolutnie nic go nie przekonuje, ale jeśli jeszcze nie wyrobiliście sobie opinii na temat Milano, to zachęcam Was do przeczytania tego artykułu 🙂

20170527_121612

W Mediolanie byłam pierwszy raz w sierpniu 2015 i pamiętam, że wtedy nie zrobił mnie najlepszego wrażenia. Po dniach ciągłego deszczu uciekłam do Florencji, gdzie pogoda była absolutnie cudowna. Dopiero ostatniego dnia przed wylotem wróciłam do Mediolanu, w którym w międzyczasie się wypogodziło. Weszłam na słynną katedrę Duomo, z której rozpościerał się piękny widok, i stwierdziłam, że muszę wrócić do tego miasta. Wróciłam 7 razy i za każdym razem Milano witało mnie pięknym słońcem 🙂

20170527_122113

Wielu turystów Mediolan kojarzy z modą, centrami biznesowymi i wieżowcami. Wiele razy słyszałam, ze Milano jest mało włoskim miastem, i coś w tym jest, natomiast czego wielu nie wie, jest to miasto bardzo stare. Mediolan został założony w IV w. p.n.e., a w latach 208-402 był rezydencją władców Cesarstwa Rzymskiego. Zanim w 1861 roku został włączony do Zjednoczonego Królestwa Włoch, należał do Niemiec, Hiszpanii, Francji, a nawet do Austrii. Zapewne stąd bierze się duży kosmopolityzm Mediolanu, ale miasto jest z gruntu włoskie, i na pewno nie nowe.

13754229_10210494960638432_6298815872119767873_n

Mediolan to nie tylko Duomo. Oczywiście, jedną z najpiękniejszych katedr w Europie trzeba zobaczyć obowiązkowo. Katedra Narodzin św. Marii w Mediolanie, bo tak brzmi jej pełna nazwa, to jeden z symboli miasta i najlepszych punktów widokowych. Z dachu katedry, ozdobionego rzeźbami i gargulcami, można podziwiać całą panoramę miasta, a czasami nawet widać majaczące w odległości Alpy. Na dach można się dostać windą lub po schodach. Ja zawsze wybierałam schody, chociaż jeśli turystów jest dużo, nie są zbyt komfortowe. Przejścia są dosyć wąskie i często trzeba zaczekać, aż ktoś nadchodzący z naprzeciwka nas minie, aby podążyć dalej.

20170527_124128_001

Drugi, najczęściej kojarzony przez turystów obiekt, to Galleria Vittorio Emanuele II, znajdująca się po lewej stronie placu Duomo.  Jest to jedno z najstarszych i najsłynniejszych centrów handlowych na świecie. W galerii jednak nie tyle zwracają uwagę luksusowe butiki, co jej przepiękne wnętrze. Galeria ma strukturę krzyża, a jej środkowa część jest pokryta szklaną kopułą. Zwłaszcza w okresie świątecznym wygląda to niesamowicie, kiedy ozdabia się kopułę girlandami światełek. Zwiedzając galerię, nie można ominąć mozaiki posadzkowej przedstawiającej herb Turynu, czyli żółtego byka. Mówi się, że stanięcie na jego jądrach i obrócenie trzy razy przynosi szczęście. Nie wiem, czy mi przyniosło, za pewniejszy zastrzyk szczęścia uważam filiżankę kawy w słynnym włoskim barze Motta, ukrytym wewnątrz Galerii. Jeśli nie chcecie wydawać majątku, kawę zamówcie przy barze, czyli al banco. Z Galerii najlepiej wyjść na piazza della Scala, tak żeby przy okazji zobaczyć słynny budynek mediolańskiego teatru – Teatro alla Scala. W okolicy warto zajrzeć (ale nie w niedzielę, bo zamknięte) do Luini, gdzie sprzedają słynne panzerotti.

img_20190115_203310

Luini to firma z tradycjami, prowadzą sklep od 1888 roku. Panzerotti przypominają duże pierogi, i tak jak one – mają zarówno słony, jak i słodki farsz. Moje ulubione to z mozarellą i szynką. Jeśli zostanie Wam miejsca w żołądku (podobno niektórzy mają osobne żołądki na słodycze), to zajrzyjcie do Cioccolati Italiani. Jedne z najlepszych lodów, jakie w życiu jadłam 🙂

20170527_140610

Mój ulubiony spacer po Mediolanie zaczyna się od Piazza Duomo, prowadzi przez via Dante aż do Castello Sforzesco, a następnie do Parco Sempione. W Warszawie nie mamy powodu do wstydu, jeśli chodzi o parki, jest ich naprawdę mnóstwo i w różnych miejscach miasta, jednak Sempione to mój faworyt. Latem i wczesną jesienią można położyć się na trawie i odpoczywać w promieniach słońca, zimą zaś powolnie snuć się po pięknych alejkach. Bardzo często w parku odbywają się występy grup muzycznych czy tanecznych. Raz trafiłam na targi książek i czasopism. Mieszkańcy bardzo chętnie spędzają tam swój czas wolny.

whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.58 (2)

Po wyjściu z Parco Sempione, trafiamy na półokrągły plac, który następnie przechodzi w Corso Sempione. Wieczorem zarówno na placu, jak i okolicznych barach gromadzą się mediolańczycy na aperitivo.

20170806_124934

Właśnie, aperitivo! Będąc w Mediolanie, nie można na nie nie pójść. Zazwyczaj w cenie 10 euro otrzymujemy drink do wyboru i bufet. Różnie ten bufet wygląda, czasami są to wydzielone chipsy, orzeszki i kawałek pizzy, czasami wybór jest tak duży, że jemy, pomimo iż dawno zaspokoiliśmy głód. Moje ulubione i sprawdzone miejsce to Deus Cafe. Bufet jest ogromny, regularnie zaopatrywany, więc nie ma ryzyka, że jeśli przyjdziecie później, nic już nie zostanie. Z drinków polecam Moscow Mule, czyli mieszankę wódki z piwem imbirowym. Odkryłam go dwa lata temu, kiedy to był bardzo modny.

13220811_10209896597559729_5918493058716394811_n13254278_10209896599519778_5903890149905783647_n

Moją ulubioną dzielnicą w Mediolanie jest Navigli. Navigli to system połączonych kanałów, których celem było i jest nawadnianie miasta. Najbardziej znane są dwa: Darsena i Naviglio Grande, które to stanowią miejsce spotkań mieszkańców w ciągu dnia i w nocy. Latem mediolańczycy chętnie spacerują wzdłuż kanałów, bądź decydują się na aperitivo w okolicznych barach. W weekendy odbywają się tam targi rękodzieła, rzeczy używanych czy książek. Widok z mostów łączących dwie strony kanału, jest naprawdę piękny o każdej porze roku. W okresie świątecznym całe Navigli jest pięknie ozdobione.

img_20190116_095801

Wspomniałam na początku, że Mediolan jest kojarzony z modą. W związku z tym w naszym zwiedzaniu nie możemy pominąć dzielnicy mody czyli tzw. Quadrilatero della Moda. Główną ulicą, tworzącą czworobok modowy, jest Via Montenapoleone. Pozostałe ulice zamykające Quadrilatero, to via Manzoni, via della Spiga i Corso Venezia. Wśród marek, których butiki znajdują się tutaj, znajdziemy Armani, Versace, Michael Kors, Tiffany czy Moschino. Wg między innymi magazynu Vogue, jest to jedna z najważniejszych ulic “shoppingowych” na świecie.

whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.57 (3)

Nie samą modą człowiek żyje, warto więc zajrzeć do sąsiedniej dzielnicy – Brery. Brera przyciąga artystycznym klimatem i piękną architekturą. W samym jej środku znajduje się Pinacoteca di Brera, która mieści w sobie niesamowitą kolekcję włoskiego malarstwa, między innymi dzieła Canaletta, Caravaggia i Rafaela. Czasami przed gmachem Pinacoteci studenci wystawiają swoje prace, więc można podziwiać sztukę nie tylko wewnątrz, ale też na zewnątrz. Jeśli będziecie wieczorem, koniecznie zajrzyjcie do Bar Brera, który znajduje się przy głównym placu. Przyjemnie jest zanurzyć się w specyficzną atmosferę Brery z kieliszkiem wina w ręku.

20170527_125853

Wspomniałam na początku, że Mediolan tętni biznesem. Jeśli interesuje Was ta jego twarz, zajrzyjcie koniecznie na piazza Gae Aulenti. Możecie tam dojechać metrem, albo spacerem Corso Como. Przy okazji, Corso Como to kolejna ulica pełna barów, która ożywa wieczorem. Nad placem Gau Aulenti góruje 231-metrowa Torre di Unicredit, czyli wieża największego włoskiego banku.

whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.58whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.59

Nie do przeoczenia jest Bosco Verticale (Pionowy Las) czyli para mieszkalnych wieżowców, na których rośnie ponad 900 drzew. Trzeba przyznać, że widok robi wrażenie. Z placu jest niedaleko do nowej dzielnicy Mediolanu tzw. City Life. Pomysł na City Life pojawił się niedawno, bo w obecnym stuleciu. Projekt zakłada postawienie trzech wieżowców biurowych, które będą otoczone strukturami luksusowych apartamentów, sklepów i usług. Aż 50% przestrzeni zostanie dedykowane zieleni. W centrum struktury ma się znaleźć stacja metra – Piazza Tre Torri, która będzie gwarantować mieszkańców szybki dostęp do centrum. Jako pierwsza powstała wieża Allianz (tzw. Il Dritto), od 2014 budowana jest Generali (tzw. Lo Storto), a od 2016 Il Curvo. City Life ma najnowsze systemy dostarczania energii, korzysta z energii słonecznej, wydobywa energię z wody gruntowej, a także używa energii fotowoltaicznej. Takie technologie to chyba nie pierwsza rzecz, która kojarzy nam się z Włochami, prawda? Zwłaszcza, jeśli byliśmy na południu i wiemy, jak niektóre rzeczy tam działają (bądź nie). Dodam, że w Mediolanie jest aż 30 wieżowców, nie dziwne, że wydaje się nam taki niewłoski 😉

img-20190115-wa0011

whatsapp image 2019-01-15 at 14.15.58 (3)

Na koniec miejsce, którego zapewne nie znajdziecie, nie mając zaprawionego przewodnika, a mianowicie Cimitero Monumentale, czyli jeden z dwóch największych cmentarzy w Mediolanie. Przyznam, że dotarłam tam przypadkiem,  błądząc po mieście, a dopiero potem dowiedziałam się, że jest słynny ze względu na bogactwo zachwycających posągów, artystycznych grobów i monumentalnych mauzoleów. Na cmentarzu znajdziemy groby sławnych mieszkańców Mediolanu, m.in. pisarza Alessandro Manzoni. Polecam przejść się tam, aby zobaczyć, że cmentarz niekoniecznie musi być smutnym miejscem, pełnych szarych nagrobków, jak te, które przynajmniej ja widziałam w Polsce. Cimitero Monumentale jest naprawdę piękny i utrzymany w jasnych barwach.

To kiedy lecicie do Mediolanu? 🙂

20170528_141945

Święta Bożego Narodzenia na Sycylii

Dawno mnie tutaj nie było, ale tłumaczy mnie fakt, że wzięłam długi urlop i wróciłam do pracy w poniedziałek 7 stycznia. Po tak leniwych wakacjach chwilę zajęło mi przestawienie się na dawny tryb funkcjonowania. Pierwszy raz w życiu Święta Bożego Narodzenia spędziłam we Włoszech. Przyznam, że wyczekiwałam ich z niecierpliwością, a jednocześnie z pewną obawą…miałam poznać całą rodzinę mojego chłopaka i spędzić z nimi ten czas. Jeśli mnie znacie, wiecie, że jestem trochę indywidualistką, lubię chodzić swoimi ścieżkami i mieć swoją przestrzeń. We Włoszech wszystko robi się w dużych grupach, a już zwłaszcza jeśli mówimy o tak ważnej okazji jak Święta Bożego Narodzenia, które koniecznie trzeba spędzić z bliższą, dalszą i jeszcze dalszą rodziną…

img_20190104_102034_861

Wylądowaliśmy w Palermo w niedzielę 23 grudnia z samego rana. Ambitnie zaplanowałam zwiedzanie miasta, aczkolwiek nie wzięłam pod uwagę, jak będziemy zmęczeni po pobudce o godzinie 4 rano i trochę się przeliczyłam z naszymi możliwościami. Po należytym dopingu (red bull) udało nam się zrobić dłuższy spacer po mieście, które oczywiście znałam z mojego pobytu na Sycylii dwa i pół roku temu, ale nie pamiętałam go w detalach. Niestety ozdoby i dekoracje świąteczne najlepiej podziwiać po zmroku, więc w związku z wyjazdem z miasta około 15. ta przyjemność nas ominęła, niemniej Palermo zachwyciło mnie tak samo, jak za pierwszym razem. Był piękny, słoneczny dzień, bez najmniejszej chmurki na niebie i jak na 23 grudnia, naprawdę ciepło – ok. 18 stopni. Oczywiście nie mogłam sobie darować cornetto al pistacchio czyli mojego ulubionego smaku, chociaż Fabrizio uznał, że o godzinie 12. to raczej nie powinno się jeść śniadania 😀

img_20181226_165803_859

Wczesnym popołudniem wyjechaliśmy z Palermo, aby podążyć w stronę Prizzi, czyli miejscowości, w której mój mężczyzna spędził większość swojego życia. Podobnie jak pewnie większość z Was miałam wyobrażenie o Sycylii jako krainie pełnej plaż, w której trwa wieczne lato. Prawda jest taka, że środkowa część wyspy jest mocno górzysta, a w górach wieje wiatr i jest dużo chłodniej. Prizzi znajduje się na wysokości 971 m. n.p.m., więc mniej więcej tak jak nasze Zakopane. Różnicę w temperaturze odczułam dotkliwie ledwie dojechaliśmy. Nagle okazało się, że zimowa kurtka, którą zabrałam z Polski, była absolutnie właściwym wyborem. Prizzi to mała miejscowość, mieszka w niej trochę ponad 4,6 tys. mieszkańców. Jest pięknie położone na zboczu i z najwyższego punktu w mieście możemy podziwiać naprawdę ładną panoramę gór.

img_20181224_201935_000

Ale wracając do spotkania z sycylijską rodziną 🙂 wiedziałam, że Włosi są bardzo gościnni, ciepli i otwarci, natomiast reakcja rodziców przerosła moje oczekiwania. Powitanie było niezwykle wylewne, jakbyśmy się znali od lat, a nie dopiero co poznali. Zdecydowanie nie czułam się obcą osobą, która tylko dołączyła na Święta, ale częścią rodziny. Mama Fabrizio nieustannie zadawała mi pytania, czy czegoś nie potrzebuję, czy nie jestem głodna albo spragniona. Co mnie zaskoczyło, to brak ogrzewania centralnego w mieszkaniu. W Polsce co prawdą zimą na zewnątrz potrafi być naprawdę nieprzyjemnie, ale w mieszkaniach panuje wieczne lato. Czy jest to zdrowe czy nie, pozostawię do dyskusji ekspertom, natomiast niestety większość z nas jest do tego przyzwyczajona. Temperatura ok. 19-20 c w ciągu dnia, a w nocy ok. 15-16 c w mieszkaniu była dla mnie dużym szokiem termicznym. Na szczęście mieliśmy tzw. stufy czyli grzejniki, które pomogły mi (wiecznemu zmarzluchowi) przetrwać ten czas. Jedną podręczną otrzymałam specjalnie dla siebie i ku uciesze mojego chłopakowi nosiłam ze sobą z sypialni do łazienki na czas kąpieli 😀 dodam, że kiedy wszyscy spali pod cienką kołdrą, ja potrzebowałam dodatkowych dwóch koców…nikt nie chciał uwierzyć, że naprawdę jestem z Polski.

mde

Drugie zaskoczenie to, że we Włoszech nie obchodzi się Wigilii Świąt. 24 grudnia zjedliśmy standardową kolację we własnym gronie (+ babcia). Dopiero 25 rozpoczęło się właściwe świętowanie. Nie było też wyczekiwania pierwszej gwiazdki, które pamiętałam z dzieciństwa ani specjalnego rytuału wręczania prezentów. Tak naprawdę rozdaliśmy je sobie zaraz po przyjeździe. W rodzinie nie było żadnego małego dziecka, to też zapewne wpłynęło na sposób wręczenia prezentów. 25 grudnia prawie wszyscy byli na nogach od samego rana, przygotowując różnorakie potrawy. Około 14 zaczęliśmy obiad świąteczny. Z tego co wiem, to co się je w Boże Narodzenie bardzo różni się w zależności od regionu, a nawet miasta we Włoszech. U nas na stole znalazły się: talerz serów i wędlin, frittata ze szpinakiem, grissini owinięte prosciutto, potem pasta, sałatki z owoców morza (najlepsza była z paluszków krabowych), calamari fritti (smażone kalmary). Deserów też nie zabrakło: do wyboru pandoro i panettone, cassata siciliana (zawsze jadłam cassatini, czyli jej małe wersje, duża zrobiła na mnie wrażenie) i cannoli. W drugi dzień Świąt jedliśmy podobnie. Jako nowość pojawiły się pieczarki (oczywiście smażone, w końcu jesteśmy na Sycylii) i rolady z mięsa. Przyznam, że jedzenia nie było więcej niż w Polsce, natomiast większa była presja 😉 cały czas ktoś mnie pytał, czy spróbowałam wszystkiego i czy mi smakowało. Czułam się w obowiązku zjeść wszystko, co lądowało na moim talerzu.

img_20190109_143148img_20190109_143124

Pierwszego dnia byliśmy przy stole w około 10 osób, drugiego w mniej, ale po obiedzie w domu poszliśmy do domu babci, gdzie zgromadziła się duża część rodziny. Wszyscy grali w karty i było bardzo głośno. Kiedyś myślałam, że lubię tę gwarność Włochów, ale kiedy musiałam pobyć trochę w tym harmidrze, już nie byłam tego tak pewna. Gier karcianych nie znałam, a reguły zapewne z powodu przejedzenia i zmęczenia wydały mi się zbyt trudne, aby je opanować w locie, więc przyglądałam się tylko, jak grał Fabrizio. Może następnym razem spróbuję opanować trentuno albo briscolę 🙂

img_20190109_143643

 

Trzecie zaskoczenie: dialekt sycylijski. Jasne, słyszałam już mojego chłopaka rozmawiającego z mamą czy z bratem przez telefon i nic prawie nie rozumiałam z konwersacji, ale liczyłam na to, że jednak głównym językiem komunikacji będzie włoski. Niestety, wszyscy mówili w dialekcie i jak to wyjaśnił mi Fabrizio, jest to dla nich naturalne, więc mówienie w rodzinie po włosku byłoby zwyczajnie sztuczne i dość trudne. Kto myśli, że w końcu dialekt to dialekt, jak bardzo może się różnić od standardowego włoskiego, jest w błędzie. Siciliano został swego czasu uznany za odrębny język i niestety sporo słów brzmi zupełnie inaczej, chociażby w italiano standard tłumaczy się zwrot “iść spać” jako andare a letto, a w siciliano curcari, zaś pracować we włoskim to lavorare, a w siciliano – travagghiare. Różnica jest znacząca…oczywiście po kilku dniach zaczynałam się osłuchiwać i wyłapywać słowa bliskie włoskiemu, bądź wręcz włoskie, jednak nie powiem, łatwo nie było.

dav

Dzień przed wyjazdem musieliśmy objechać wszystkich krewnych, żeby się pożegnać. Czułam się prawie, jak przyszła para młoda rozwożąca zaproszenia ślubne 😀 wszędzie nas czymś częstowali, oferując zarówno kawę, likiery, jak i słodycze. Po wypiciu kilku filiżanek kawy i kilku kieliszków limoncello, amaro del capo i crema di pistacchio oraz zjedzeniu tradycyjnych świątecznych ciasteczek z figą (cuddureddu) mogliśmy wracać do domu.

sdr

 

 

Cosa sapete della cucina polacca?

Se siete mai stati in Polonia, avete per forza assaggiato i pierogi (o in italiano i pieroghi) – che sono simili ai ravioli con diversi ripieni, sia salati che dolci. Forse avete anche provato lo żurek – la famosa zuppa polacca composta da farina di segale, legumi, patate, carne di maiale o da salsiccia e uova. A volte e’ servita all’interno di una pagnotta di pane cava. Oltre che IA pierogi e allo żurek, un piatto polacco molto conosciuto dai turisti e’ il bigos – preparato a base di crauti, carne e spezie e mangiato sopratutto in inverno. State pensando che sia tutto? Se sì, allora voglio cercare di sorprendervi mostrandovi quanto sia varia la cucina polacca e quanto abbia da offrire.

dav
dav

Quando parlo con gli italiani, mi dicono sempre che adorano i pierogi e che e’ una delle poche cose che gli manca quando vanno via dalla Polonia. Anche io sono un’amante di questi piccoli fagottini ripieni, ma se pensate che li mangio tutti i giorni, vi sbagliate di grosso :P. I pierogi non sono come la pasta in Italia. E’ una pietanza tradizionale, ma che viene mangiata più’ durante le feste, come  per esempio per Natale. Noi, al contrario degli italiani, siamo più aperti per le altre cucine e ci piace provare le specialità’ degli altri paesi. Sopratutto nelle grandi città, piuttosto che mangiare la cucina polacca, mangiamo quella giapponese, spagnola, francese etc.

dav
dav

I miei pierogi preferiti sono questi tipici preparati per Natale: con ripieno di cavolo e funghi, a volte mangio i ruskie (con ripieno di patate e formaggio fresco) e con il ripieno dolce (le fragole, il formaggio, i mirtilli, c’e veramente tanta scelta). Nelle buone pierogherie c’e veramente l’imbarazzo della scelta.

Tra le zuppe polacche il più famoso e’ lo żurek, ma ne abbiamo anche di altre. La mia preferita e’ con i funghi (grzybowa), solitamente preparata per le feste di Natale. Le famiglie in Polonia si dividono per quelle che mangiano durante le feste la grzybowa e quelle che mangiano il barszcz, cioè una minestra a base di barbabietola. Tradizionalmente, viene servita con dei tortellini (uszka). Barszcz e’ la zuppa molto diffusa in tutti i paesi slavi, esiste anche la versione, chiamata in polacco barszcz ukraiński (barszcz ucraino), che non e’ tra le mie preferite. Considerando che in Polonia fa freddo da Ottobre fino a Marzo/ Aprile, mangiamo tante zuppe/ minestre per riscaldarsi. Non voglio annoiarvi, descrivendo qua tutte quelle che esistono, ma potete credermi quando vi dico che la varietà e’ veramente grande.

In Polonia esiste anche una zuppa, che potrebbe essere considerata strana dagli stranieri – la zuppa fredda, chiamata il chlodnik. Viene mangiata d’ estate ed e’ fatta di barbabietola e panna. Alcuni non la vogliono neanche assaggiare, altri dicono che e’ buona. Dovete provarla per avere l’opinione 🙂

dav

Ma basta con le zuppe! Avete provato il bigos? Se no, lo dovete fare per forza. E’ uno tra i piatti simbolo della cucina polacca. Gli ingredienti principali sono crauti, carne e spezie, ma esistono tante versioni. Io l’ho mangiato anche con la salsiccia al posto della carne. Alcuni aggiungono le prugne secce, altri la passata di pomodoro. Secondo la tradizione, il 24 Dicembre il bigos normale dovrebbe essere convertito in vegetariano (kapusta postna), perche’ non si dovrebbe mangiare la carne quel giorno.

Sono sicura che avete sentito di zapiekanka o la avete almeno vista, non sapendo come si chiama. La zapiekanka e’ un panino condito con funghi bianchi, formaggi e anche altri ingredienti, e tostato fino a quando il formaggio si scioglie. La zapiekanka si serve con il ketchup e viene considerata come lo street food polacco. A dire la verità, non vado pazza per la zapiekanka, ma vedo che e’ molto richiesta tra gli italiani, e che piace molto.

dav
dav

Altra cosa tipica della cucina polacca sono i placki ziemniaczane – una sorta di frittelle di patate. Esiste la variante salata – con la panna, ma anche questa dolce – con lo zucchero. Ho scoperto che i nostri placki ziemniaczane non esistono solo in Polonia, ma anche in altri paesi slavi. Io li adoravo da bambina, mi e’ sempre piaciuta la versione dolce e ne potrei mangiare veramente a volontà.

E’ difficile spiegare a uno straniero perché i gołąbki si chiamano cosi. I gołąbki letteralmente sono i piccioncini ma non vi preoccupate, in Polonia non mangiamo i piccioni 😉 sono gli involtini di cavolo, ripieni di carne di maiale o di manzo macinata, cipolla, riso o orzo. Sono difficili da trovare in un ristorante, perché si mangiano prevalentemente a casa. Li ho fatti assaggiare al mio fidanzato e gli sono piaciuti, allora questo vuol dire che sia un buon segno.

dav

Avete sentito dei kopytka? A volte chiamano dagli italiani “gli gnocchi polacchi”. Paragonare i kopytka con gli gnocchi non e’ tanto sbagliato, perché’ gli ingredienti principali sono le patate e il twarog (un tipo di formaggio, in Italia il più simile sarebbe la ricotta salata). Sono veramente buoni e vengono serviti con il burro sciolto e il pan grattato o con la pancetta affumicata.

dav

E arriviamo alle leniwe. Da bambina mangiavo veramente poco’, non mi piaceva niente e mi lamentavo sempre quando dovevo mangiare. Le leniwe invece le mangiavo sempre con tanto piacere. Sono un tipo di gnocchi, ma in differenza con i kopytka, le leniwe è sono dolci. Vengono preparati del twarog (come spiegato sopra) , le uova e la farina. Leniwe in polacco significa pigri. Il nome deriva probabilmente dal fatto che sono facili da preparare 🙂 A scuola le mangiavo sempre con l’insalata di carota e mela.

Sto scrivendo e scrivendo e non vedo la fine…la cucina polacca e’ veramente ricca! Anche io non me lo immaginavo…

Finalmente stiamo arrivando alla carne. La carne in Polonia abbiamo veramente di buona qualità anche se io la mangio poco e preferisco i piatti vegetariani. Per quelli che amano la carne, cerco di spiegare quali sono i piatti che devono assaggiare.

Probabilmente avete sentito del schabowy – assomiglia priorio la cottoletta alla milanese. Si lo mangia a pranzo e viene servito con le patate e la mizeria – insalata di cetrioli con la panna (si, suona strano, e a me non piace). Invece il mielony e’ la polpetta di carne, solitamente fatta dal carne di maiale. Si la serve con le patate e l’insalata di barbabietola. Ovviamente potete abbinarle con qualsiasi cosa volete ma direi che servire cosi e’ più tradizionale.

Alcuni italiani vanno pazzi per la golonka – lo stinco di maiale marinato con aromi. E’ abbastanza grande e molto pesante ma ho sentito che veramente delizioso. Altra pietanza polacca sono le costolette (żeberka). Le ho scoperto di nuovo, quando siamo andati a Setka – il posto che ho consigliato in altro articolo per la cucina polacca.

Per chiudere il articolo, non posso non parlare dell’oscypek – la scamorza affumicata. Viene mangiata calda in tutta la Polonia nell’inverno con la żurawina – la marmellata del mirtillo rosso. Si la può’ comprare nei mercatini natalizi 🙂 Oscypek viene dalle montagne e la’ lo trovate veramente squisito.

hdr
hdr

Mi sa che per ora basterebbe, anche considerando che mi e’ venuta la fame. Prima di andare per Natale in Sicilia, almeno due settimane di dieta, allora la vita e’ abbastanza difficile 🙂

 

 

 

Kraków idealny na citybreak

Z Warszawy do Krakowa pociągiem jedzie się tylko dwie godziny, więc jest idealnym miejscem na szybki, nawet jednodniowy wypad. Najlepiej w grudniu! Przed Świętami  wszystkie miasta w niesamowity sposób zmieniają się w magiczne i kolorowe. Ulice stają się baśniowe dzięki rozwieszonym wzdłuż nich girlandom światełek, a mróz przestaje być straszny dzięki grzanemu winu i gorącej czekoladzie, sprzedawanym na jarmarkach bożonarodzeniowych.

IMG_20181208_170808_186.jpg

W Krakowie byłam już kilka razy, nawet raz w grudniu i wiedziałam, że dekoracjami świątecznymi mnie nie zawiedzie. Do miasta dojechaliśmy wczesnym popołudniem. Na hotel zdecydowaliśmy się na Kazimierzu, który bardzo lubię. Dawna dzielnica żydowska ma specyficzny klimat. Momentami można odnieść wrażenie, że czas tam się zatrzymał.

sdr

Po odstawieniu walizek do hotelu przypadkowo trafiliśmy do sycylijskiego baru w okolicy o wdzięcznej nazwie Ciuri ciuri. Zjedliśmy tam arancini i caponata siciliana na spółkę. Zdjęć niestety nie zrobiłam, ale zapewniam, że było smacznie i, jak potwierdził mój prywatny Sycylijczyk, jedzenie niewiele różniło się od tego we Włoszech. Najedzeni i pełni energii ruszyliśmy na zwiedzanie Krakowa.

hdrhdr

Dużym minusem podróżowania późną jesienią/ zimą jest wczesny zachód słońca. W efekcie ma się niewiele czasu na zobaczenie cokolwiek i pozostaje zwiedzanie po zmroku. Kiedy zbliżaliśmy się do Zamku na Wawelu, akurat słońce chyliło się ku zachodowi, więc widok mieliśmy niesamowity.

hdr

Po spacerze wokół zamku przyszedł czas na wybranie się na główny plac miasta przy Kościele Mariackim. Muszę przyznać, że dawno nie widziałam tak dużo osób zgromadzonych w jednym miejscu. Do każdego stoiska ciągnęły się długie kolejki. Chciałam się napić grzanego wina, ale kiedy zobaczyłam, że nie jestem jedyna, która wyraziła taką chęć, a wręcz należę do wielkiego grona fanów grzańca, to zwątpiłam. Finalnie skusiliśmy się na oscypka z żurawiną, który wyjątkowo nie cieszył się aż tak dużym powodzeniem.

IMG_20181208_162833.jpg

hdrWybierając się do Krakowa, przejrzałam listę polecanych muzeów. Myślałam nad Fabryką Schnidlera, ale okazało się, że trzeba wcześniej rezerwować miejsce i kiedy sprawdzałam tydzień wcześniej, wszystkie miejsca były już wykupione na najbliższy weekend. Zdecydowałam wobec tego, że pójdziemy zwiedzić Podziemia Rynku, które też należą do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Muzeum mieści się w Sukiennicach. Krakowski rynek jest bardzo stary, został wytyczony już w połowie XIII wieku. Dzięki wystawie można zobaczyć, jak wyglądał Kraków w średniowieczu, obejrzeć zachowane relikty dawnych konstrukcji, zajrzeć do warsztatu kowala czy złotnika oraz dowiedzieć się, jak kiedyś funkcjonowała sieć wodociągów w mieście. Wystawa jest bardzo ciekawa, multimedialna i co najważniejsze dostępna w wielu językach, m.in. we włoskim. Bilet normalny kosztuje 21 zł.

hdr

Po wystawie postanowiliśmy sprytnie ominąć długie kolejki na rynku i poszliśmy na gorącą czekoladę do Karmello. Karmello odkryłam niedawno, dotąd jakoś bez zastanowienia szłam do Pijalni Czekolady Wedel. Odkrycie o tyle godne zwrócenia uwagi, że czekolada kosztuje dwa razy mniej i moim skromnym zdaniem jest lepsze. Tym razem skusiliśmy się na wersję gorzką z chilli 🙂

hdr

Po wypiciu czekolady przeszliśmy się po Starówce, a następnie ulicą Grodzką aż do Stradomskiej, skąd widać Katedrę na Wawelu, by Stradomską i Dietla wrócić do hotelu. Na kolację wybrałam jedną z najbardziej polecanych włoskich restauracji w Krakowie – Ti Amo Ti. Absolutnie się nie rozczarowaliśmy. Zamówiliśmy przystawkę (znowu caponata siciliana – 13 zł ), a następnie pizzę na spółkę (capricciosa – 29zł) i dwa kieliszki wina domowego. Rachunek, ku mojemu zaskoczeniu, wyniósł około 65 zł, co jest dowodem na to, że wysoka cena nie zawsze oznacza wysoką jakość. Pizza była naprawdę dobra, na prawdziwym neapolitańskim cieście.

mde

W niedzielę wstaliśmy rano, aby jak najwięcej zobaczyć przed powrotem do Warszawy. Na śniadanie poszliśmy do Alchemia od kuchni na Kazimierzu. Miejsce bardzo przytulne i zaskakująco oblegane. Pomimo iż dotarliśmy o 9.30, prawie wszystkie stoliki były zajęte. Śniadanie było naprawdę pyszne. Zamówiliśmy jajka florentyńskie (15 zł) i jajka królewskie (18 zł), do tego dwie kawy czarne, które do śniadania były w promocyjnej cenie 4,50 zł. Pieczywo było bardzo smaczne i jak doczytałam w menu, typowo krakowskie,  o wdzięcznej nazwie “kukiełka”.

davdav

Nakarmieni udaliśmy się na zwiedzanie Kazimierza. Akurat kapryśne słońce wyjrzało zza chmur, więc udało się zrobić kilka ładnych zdjęć. Krążąc pomiędzy licznymi synagogami, dotarliśmy do wielkiego placu, przy którym znajdują się liczne żydowskie restauracje i słynna Stara Synagoga. To niesamowite źródło informacji o historii i kulturze Żydów krakowskich. W głównej sali znajduje się wystawa, z której można się dowiedzieć, co to jest Szabat, Chanuka czy Pesach, a więc o świętach żydowskich. W sali południowej zgromadzono informacje dotyczące życia rodzinnego i prywatnego, na przykład na temat zwyczajów żywieniowych czy obrządku małżeństwa. Bilet normalny kosztuje 11 zł.

sdr

Planowaliśmy wejść na wieżę bazyliki Mariackiej, niestety zmienna pogoda pokrzyżowała nam plany. Jeszcze nie dotarliśmy do głównego rynku, a zaczął padać deszcz, więc chcąc nie chcąc musieliśmy się schronić w jednej z pobliskich kawiarni.

dav

Miałam całą listę rekomendowanych restauracji z prawdziwą kuchnią polską, do których chciałam się wybrać. Niestety ponieważ nie przestawało padać, zamiast wykwintnego obiadu uraczyliśmy się kanapkami w pociągu. W drodze powrotnej za oknem towarzyszył nam krajobraz Polski skąpanej w deszczu.

hdr